krytykakultury at ownlog '06

Teatr jest rozrywką (?)


Link 18.10.2011 :: 20:53 Komentuj (0)


Widzowie nie lubią czuć presji. Nie chcą mieć moralniaka. Nie przepadają za głębokimi rozważaniami. Dlatego Lifanow wyreżyserował ‘Samobójcę' Erdmana

Tytułowego samobójcę widzimy po raz pierwszy, kiedy zakopany po uszy w piernatach kategorycznie żąda od swojej żony przegotowania mu na poczekaniu nocnej przekąski. Podsiekalnikow (Piotr B. Dąbrowski) nie wygląda bynajmniej na rozdartego egzystencjalną rozpaczą desperata. Właściwie w ogóle nie wygląda na człowieka zdecydowanego. A zwłaszcza gotowego na radykalne kroki w typie targnięcia się na własne życie. Po małżeńskiej sprzeczce, lekko wzburzony wychodzi z domu. W piżamie. Bez spodni. Ot, sytuacja, jakich wiele.

Dlaczego więc żona (w tej roli ekspresyjna Ewa Szumska) wraz z teściową (Teresa Kwiatkowska) zaczynają się bać o zdrowie i życie swojego kochanego mężczyzny? Tego nie wiemy, jednak efekt ‘śnieżnej kuli’ z minuty na minutę zdaje się być coraz bardziej widoczny. Akcja przyspiesza, zza kulis wyłaniają się kolejne, barwne postaci, tworzące razem dziwaczny, drapieżny korowód sępów, czekających (z bardzo różnych powodów) na śmierć Podsiekalnikowa. Tym groźniejsi się wydają, im nachalniej sugerują mężczyźnie jak najszybsze odebranie sobie życia. Polecają zrobić to w służbie ‘wyższej idei’, miłości, wiary, oraz ‘tak ogólnie’, ponieważ skoro już się rzekło, że Podsiekalnikow się zabił [plotki wyprzedziły samo zdarzenie], to kobyłka u płota, nie ma wyjścia, wypada to w końcu zrobić.

Widza wciąga ta historia, śmieszą gagi (zarówno te słowne, jak i sytuacyjne), jest ciekaw zakończenia, jest tak silnie zainteresowany, że właściwie sam nie wie, dlaczego młody mężczyzna chce się zabić (powody przedstawione przez samego zainteresowanego nie należą do przekonywających) i nie poddaje pod wątpliwość tego, czy w ogóle ma taki zamiar, czy nie. Po prostu, samobójca jest samobójcą i kropka.

Tu wypada (o)powiedzieć, na czym polega magia spektaklu. Na tym właśnie, że dla części publiki ta ‘kropka po wyrazie samobójca’ jest świetnie widoczna, a dla reszty w ogóle jej nie ma. Wybierając i inscenizując ten akurat dramat, Lifanow chce pokazać swojemu widzowi więcej, niż zwykłą komedię, sprawnie zagraną przez zespół Teatru Polskiego. Uwypukla on najpaskudniejsze ludzkie wady, zestawia je wszystkie razem i tworzy z nich barwny collage - tak ujmujący (jednak!) i wdzięczny, że nie sposób opanować chichotu tym mniej uzasadnionego, że towarzyszy mu niezbite przeświadczenie, że śmiejemy się z samych siebie.

Nie ma więc presji, nikt nas nie zmusił do płaczu. Świetnie się bawimy oglądając [dobrego, bo naturalnego] Dąbrowskiego, otoczonego stadem chciwych pajaców. Rozgrzeszamy się z łatwością i wychodzimy zadowoleni. Nic ponadto./?


Dziennik Teatralny



Załóż bloga

Archiwum

2020
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl