krytykakultury at ownlog '06

Knoty w liczbie pojedynczej


Link 20.09.2011 :: 20:36 Komentuj (1)



Można recenzję napisać w taki sposób, żeby czytelnik do samego końca
nie miał pewności, czy recenzent jest ‘na tak’, czy zdecydowanie ‘na nie’ w
sprawie opisywanego dzieła. Można też pisać jasno i czytelnie, nie siląc się na
najmniejsze owijanie w bawełnę. Druga sytuacja ma miejsce najczęściej wtedy,
kiedy dzieło jest koszmarnie słabe, a recenzent gotów jest zrezygnować z
kwiecistego stylu tylko po to, żeby ostrzec i uchronić niedoszłych i
potencjalnych czytelników przed zetknięciem się z omawianym gniotem. Można
powiedzieć, że taka recenzja powstaje w służbie ludzkości. Dla dobra ogółu i
przyszłych pokoleń.



 



Tomasz Majzel napisał książkę.
Nie wiadomo, w jakich okolicznościach rozegrała się ta tragedia, ale jedno jest
pewne: ten tomik nie powinien był nigdy powstać. Może nagle w pokoju autora
zjawił się zamaskowany osobnik z ogromnym, nabitym pistoletem i zmusił nieszczęśnika
do rodzenia w bólach miernej prozy, a może stało się coś jeszcze bardziej
dramatycznego… w każdym razie trudno uwierzyć, że ‘Opowiadania w liczbie
pojedynczej’ dostąpiły łaski wydawniczej.



 



Po pierwsze: budowa tomiku. Książeczka składa się z różnorodnej
zbieraniny mikro-opowiadań, kilku wierszy, kawałków tekstu, które trudno przypasować
do jednego gatunku, oraz świetnego posłowia Anny Kapuścińskiej, bijącego klasą,
wyrafinowaniem i lekkością zawartość ‘Opowiadań…’ na głowę. Wydaje się, że z
założenia miał to być nonszalancki collage celnych sentencji, które stanowić
miały jądro dłuższych wypowiedzi. Nie dość jednak długich, by stać się esejami
i zdecydowanie zbyt obszernych, by mogły zostać nazwane aforyzmami. W tej
książce, w nieszczęśliwych węzłach stylistycznych łączy się wszystko:
poetyckość z wulgarnością, banał z przerysowaną metaforą, górnolotny styl
pisania z nieudolnie fabrykowaną grypserą wiejskich penerków. Nie jestem
przekonana, czy z takiej zupy ma prawo wyjść w ogóle coś jadalnego, natomiast w
tym konkretnym przypadku przemieszanie, rozchełstanie, wieczne niedokończenie i
niespodziewane przeskoki merytoryczne i stylistyczne, zaburzające odbiór tekstu,
przyprawiają o mdłości.



 



Po drugie: tematyka. Bardzo trudno mi zrozumieć, jaki cel
przyświecał artyście w pisaniu ‘Opowiadań…’. Jakikolwiek by on jednak nie był,
do opasłej biblioteki książek ‘typowo polskich’ [czyli smutnych, szarych w
swoim kolorycie, a niekiedy okraszonych jakimś małym samobójstwem, albo jeszcze
bardziej po polsku: śmiercią z przepicia] dołączyła teraz następna, też zbędna.
Majzel pisze o beznadziei, powolnej stagnacji emocjonalnej i intelektualnej. O duchowym
utknięciu w koszmarnym, nudnym, pustym życiu. O problemach egzystencjalnych
polskiej wsi, o zbiorowej świadomości końca i o funkcjonowaniu w
rzeczywistości, której nie imają się żadne zmiany. Ta apatia sączy się ze stron
opowiadań jak trucizna. Z każdym następnym akapitem czytelnik coraz bardziej daje
się przekonać, że ludzie są głupi, infantylni, śmieszni i że cokolwiek zrobią,
nie będzie to miało żadnego sensu i znaczenia. Nie próbuję nawet liczyć tego
typu narracji, obecnych już w literaturze, ale niewykluczone, że siedemset
i  pięćdziesiąt prób temu depresyjne
tematy umazane gnojówką, pomieszaną ze łzami już się wyczerpały i każde kolejne
podejście to nietakt i cios w inteligencję czytelnika. Szczęśliwie nie noszę
paska w spodniach, a kuchenny piecyk jest elektryczny.



 



Po trzecie: język/formułowanie myśli. Gdyby ogłoszono plebiscyt na
najbardziej niefortunne wyrażenia [‘duże, nadzwyczaj duże i delikatne…’] i
chybione, wydumane puenty [‘reszty nie trzeba’, ‘dzisiaj bez modlitwy’], Majzel
miałby murowane miejsce na podium. Gdyby ogłoszono jeszcze dogrywkę w kategorii
‘kicz i banał’, autor mógłby ze spokojem stanąć w szranki z Paulo Coelho. W
tych tekstach jest coś drażniącego. Tak samo irytującego jak u autora ’11
minut’, którego dzieła od dawna już funkcjonują w postaci czytadeł z
zatłuszczonymi kartkami, pożyczanymi sobie przez sterane bolesną
rzeczywistością kury domowe. Nie osiągam nirwany przez czytanie durnych
opowiastek Brazylijczyka i nie nawracam się, brnąc w hiperbolicznie
emocjonalne, starannie wyłuskane z wszelkich znamion subtelności dialogi ‘o
życiu’, toczące się mozolnie między ojcem i synem, czy sąsiadami. Ktoś, kto
pisze takie rzeczy, jest niewątpliwie wrażliwy i niewątpliwie nie powinien
zapisywać swoich spostrzeżeń saute, bo tym samym daje świadectwo swojego
nieudolnego warsztatu. Nawet [a może w szczególności!] wzruszenie i czułość,
czyli emocje czyste i czytelne, trzeba umieć ubrać w niebanalny przyodziewek
języka.



 



Dowalając tej książce, dowalam
też sobie, bo lubię obserwować i podsłuchiwać takich ludzi, jakich opisuje
Majzel. Tak samo wzruszają mnie abstrakcyjne cielska wiejskich bab i przygnębiają
skwaśniałe, szarobordowe, zapite twarze i niedomyte ręce. Ale jednak, opisując
ich w tak uproszczony i wkurzająco oczywisty sposób, autor przekracza pewną
granicę. Obdziera prowincjonalny ludek z mistycznego sacrum tęsknego uroku.
Okazuje im zrozumienie, ale jednocześnie przekuwa ich życie w porozrywany,
niedopracowany, słaby tekst. Rzeczywistość na kartach tej książki nie jest
zjawiskowa. Każde zdanie boleśnie tworzy ją od nowa, wykoślawia, paskudzi, tnie
na kawałki. Obraz traci spójność, głębię i wiarygodność. Staje się tępym
landszaftem, kupowanym za dychę na pchlim targu. Ludzie w kształtach
podstawowych brył kryją się gdzieś, na obrzeżach płótna, czekając na deszcz
literatury.



 



 



Tomasz Majzel



‘Opowiadania w liczbie
pojedynczej’



Wyd. Forma, Szczecin, Bezrzecze 2011



Naprawda według Kierca


Link 20.09.2011 :: 20:38 Komentuj (0)



Do najnowszej książki Bogusława Kierca bardzo trudno przyłożyć
jakikolwiek szablon. Prawie niemożliwym jest określić jednoznacznie jej
gatunek, ale też cel jej powstania. Być może to jedna z tych pozycji, które długo
dojrzewając w umyśle autora, w końcu rodzą się po wielu latach jako ‘dzieła
życia’. Taki właśnie przebieg zdarzeń sugeruje czytelnikowi sam Kierc,
dyskretnie informując, że jest to dla niego samego książka najważniejsza.



 



Biografia duchowa, mistyczna podróż
życia, która jednocześnie jest podróżą przez
życie. Sieciokształtna mozaika z jasnymi punktami centralnymi (nagość, eufonia,
Jezus,…) i mrowiem powiązań pomiędzy nimi. Na ich trasie odbywa się spektakl życiowy
autora- z początku chłopca zafascynowanego zjawiskami niewyjaśnialnie dla niego
pięknymi, potem mężczyzny wrażliwego, czytającego rzeczywistość przez pryzmat
swojej erudycji. Wśród nazwisk, stanowiących nierzadko szkielet danej opowieści
przewijają się znakomitości takie jak: Eliot, Rilke, Szymanowski, Weiss i, aż
dwukrotnie, Wojaczek. Nie sądzę, by subtelna obecność poety i przyjaciela, w
tekście Kierca była przypadkowa. Myślę, że jest to danie upustu ogromnej pasji
i przywiązaniu, pochłaniającym znaczną część życia autora ‘Bazgrołów…’. Część
wierszy zawartych w tomiku po prostu napisana jest Wojaczkiem.



 



Tam gdzie nie ma Wojaczka jest
Bóg. Jest doświadczenie. Są pierwsze starcia z kiełkującą seksualnością, w
postaci penisów, uroczo nieświadomych jeszcze swojego właściwego przeznaczenia.
Jest naprawda, czyli miejsce w
którym wszystko jest prawdziwe. To właśnie świat Kierca-poety. Świat, w którym
religijność jest stanem najwyższego uszczęśliwienia, ale jednocześnie
możliwością do drobiazgowych rozważań, nieraz przełamujących biblijne tabu.
Codzienność artysty przesycona jest boskością, w której unoszą się drżące
płaszczyzny doświadczeń stwarzających go i wprowadzających w kolejne etapy
egzystencji. Wśród nich znajdziemy między innymi miłość, dzielenie się
intymnością, stopniowe przewartościowanie aksjomatów ontologicznych, aż
wreszcie śmiech, zagadkę męskiej urody, taniec i teatr… wszystko razem idealnie
do siebie pasujące, złożone w niekończący się kolorowy łańcuch pojęć, nawiązań,
dygresji i odwołań.



 



Bogusław Kierc jest pisarzem
niezwykle sprawnym. Potrafi opowiadać o zagadnieniach dla siebie
najważniejszych, nie ulegając emocjom, obniżającym przeważnie wartość dzieła.
Do samego końca (mimo, że pisze o sobie), potrafi zachować dystans do przedstawianych
wydarzeń, ludzi i miejsc. Jest dowcipny (swoje rozważania sam określa jako
‘bełkot’) i poetycki jednocześnie. Jego styl jest hermetyczny, niecodziennie
drobiazgowy, pełen tętniących życiem zawirowań. Trudny. Męczący, ale wart
poznania. Potrafi puentować swoje dywagacje z zaskoczenia, w równych odstępach,
zawsze trafnie i celnie. Nie jest nudny. Ta ostatnia cecha wydaje mi się najważniejsza,
a zarazem najmniej oczywista. Każdy, kto choć raz próbował streścić komuś swoje
życie wie doskonale, że wcielenie się w ciekawego bohatera, którego sinusoidy
porażek i sukcesów nie zanudzą słuchacza/ czytelnika na śmierć, jest czymś
niezwykle trudnym. Bogusław Kierc to potrafi. Zmienia samego siebie w bohatera
książkowego, który dryfuje łagodnie po obszarach tekstu, pozbawionych fabuły,
lecz mimo to bardzo interesujących.



 



Takich książek się nie ocenia.
Można je przedstawić, zająć wobec nich stanowisko, które pozostanie jednak
zawsze związane z osobistymi przeżyciami czytelnika.  Nie można jednak wartościować, bo tak naprawdę
nigdy nie będzie się miało racji. Ja ‘Bazgrołów…’ nie czuję. Ale im wierzę. Nie
sprawiło mi przyjemności ich czytanie, ale nie żałuję spotkania z nimi. Nie
kupiłabym tego tomiku przyjaciółce, ale jestem święcie przekonana, że może on
zmienić percepcję świata niejednego odbiorcy. Zmęczyło mnie przebijanie się
przez dżunglę luźnych zapisków, ale są to fragmenty na najwyższym poziomie. Denerwowało
mnie nieprzerwane opowiadanie o Bogu i biblii, ale nie da się ukryć, że to
literacka teologia najwyższej klasy. To chyba najlepsza recenzja: książka
trafiła w ręce osoby o niemal przeciwstawnych gustach i poczuciu estetyki, a
mimo to, została doceniona.

Bogusław Kierc, 'Bazgroły dla składacza modeli latających'

Wydawnictwo FORMA i Stowarzyszenie OFFICYNA, Szczecin 2010



Załóż bloga

Archiwum

2020
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl