krytykakultury at ownlog '06

Naprawda według Kierca


Link 20.09.2011 :: 20:38 Komentuj (0)



Do najnowszej książki Bogusława Kierca bardzo trudno przyłożyć
jakikolwiek szablon. Prawie niemożliwym jest określić jednoznacznie jej
gatunek, ale też cel jej powstania. Być może to jedna z tych pozycji, które długo
dojrzewając w umyśle autora, w końcu rodzą się po wielu latach jako ‘dzieła
życia’. Taki właśnie przebieg zdarzeń sugeruje czytelnikowi sam Kierc,
dyskretnie informując, że jest to dla niego samego książka najważniejsza.



 



Biografia duchowa, mistyczna podróż
życia, która jednocześnie jest podróżą przez
życie. Sieciokształtna mozaika z jasnymi punktami centralnymi (nagość, eufonia,
Jezus,…) i mrowiem powiązań pomiędzy nimi. Na ich trasie odbywa się spektakl życiowy
autora- z początku chłopca zafascynowanego zjawiskami niewyjaśnialnie dla niego
pięknymi, potem mężczyzny wrażliwego, czytającego rzeczywistość przez pryzmat
swojej erudycji. Wśród nazwisk, stanowiących nierzadko szkielet danej opowieści
przewijają się znakomitości takie jak: Eliot, Rilke, Szymanowski, Weiss i, aż
dwukrotnie, Wojaczek. Nie sądzę, by subtelna obecność poety i przyjaciela, w
tekście Kierca była przypadkowa. Myślę, że jest to danie upustu ogromnej pasji
i przywiązaniu, pochłaniającym znaczną część życia autora ‘Bazgrołów…’. Część
wierszy zawartych w tomiku po prostu napisana jest Wojaczkiem.



 



Tam gdzie nie ma Wojaczka jest
Bóg. Jest doświadczenie. Są pierwsze starcia z kiełkującą seksualnością, w
postaci penisów, uroczo nieświadomych jeszcze swojego właściwego przeznaczenia.
Jest naprawda, czyli miejsce w
którym wszystko jest prawdziwe. To właśnie świat Kierca-poety. Świat, w którym
religijność jest stanem najwyższego uszczęśliwienia, ale jednocześnie
możliwością do drobiazgowych rozważań, nieraz przełamujących biblijne tabu.
Codzienność artysty przesycona jest boskością, w której unoszą się drżące
płaszczyzny doświadczeń stwarzających go i wprowadzających w kolejne etapy
egzystencji. Wśród nich znajdziemy między innymi miłość, dzielenie się
intymnością, stopniowe przewartościowanie aksjomatów ontologicznych, aż
wreszcie śmiech, zagadkę męskiej urody, taniec i teatr… wszystko razem idealnie
do siebie pasujące, złożone w niekończący się kolorowy łańcuch pojęć, nawiązań,
dygresji i odwołań.



 



Bogusław Kierc jest pisarzem
niezwykle sprawnym. Potrafi opowiadać o zagadnieniach dla siebie
najważniejszych, nie ulegając emocjom, obniżającym przeważnie wartość dzieła.
Do samego końca (mimo, że pisze o sobie), potrafi zachować dystans do przedstawianych
wydarzeń, ludzi i miejsc. Jest dowcipny (swoje rozważania sam określa jako
‘bełkot’) i poetycki jednocześnie. Jego styl jest hermetyczny, niecodziennie
drobiazgowy, pełen tętniących życiem zawirowań. Trudny. Męczący, ale wart
poznania. Potrafi puentować swoje dywagacje z zaskoczenia, w równych odstępach,
zawsze trafnie i celnie. Nie jest nudny. Ta ostatnia cecha wydaje mi się najważniejsza,
a zarazem najmniej oczywista. Każdy, kto choć raz próbował streścić komuś swoje
życie wie doskonale, że wcielenie się w ciekawego bohatera, którego sinusoidy
porażek i sukcesów nie zanudzą słuchacza/ czytelnika na śmierć, jest czymś
niezwykle trudnym. Bogusław Kierc to potrafi. Zmienia samego siebie w bohatera
książkowego, który dryfuje łagodnie po obszarach tekstu, pozbawionych fabuły,
lecz mimo to bardzo interesujących.



 



Takich książek się nie ocenia.
Można je przedstawić, zająć wobec nich stanowisko, które pozostanie jednak
zawsze związane z osobistymi przeżyciami czytelnika.  Nie można jednak wartościować, bo tak naprawdę
nigdy nie będzie się miało racji. Ja ‘Bazgrołów…’ nie czuję. Ale im wierzę. Nie
sprawiło mi przyjemności ich czytanie, ale nie żałuję spotkania z nimi. Nie
kupiłabym tego tomiku przyjaciółce, ale jestem święcie przekonana, że może on
zmienić percepcję świata niejednego odbiorcy. Zmęczyło mnie przebijanie się
przez dżunglę luźnych zapisków, ale są to fragmenty na najwyższym poziomie. Denerwowało
mnie nieprzerwane opowiadanie o Bogu i biblii, ale nie da się ukryć, że to
literacka teologia najwyższej klasy. To chyba najlepsza recenzja: książka
trafiła w ręce osoby o niemal przeciwstawnych gustach i poczuciu estetyki, a
mimo to, została doceniona.

Bogusław Kierc, 'Bazgroły dla składacza modeli latających'

Wydawnictwo FORMA i Stowarzyszenie OFFICYNA, Szczecin 2010



Załóż bloga

Archiwum

2020
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2019
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl